Mówią, że śmierć jest sprawiedliwa, bo zabiera wszystkich – biednych i bogatych, uczciwych i cwaniaczków, mądrych i głupich… Niby tak, tyle tylko, że jednych zabiera po stu latach, innych gdy liczą sobie zaledwie dwadzieścia wiosen, a jeszcze innych zaledwie po kilku miesiącach ich życia. Więc tak ma wyglądać sprawiedliwość?… Kiedy umiera człowiek, zawsze pojawiają się smutek i żal, ale kiedy umiera znakomity pisarz, ten żal jest jakby podwójny. Nic więc dziwnego, że od wczoraj jak bumerang powraca do mojej głowy wiadomość o śmierci Carlosa Fuentesa – meksykańskiego pisarza, eseisty, dramaturga i publicysty, współtwórcy boomu na literaturę iberoamerykańską. To między innymi dzięki jego książkom rozpoczęła się moja miłość do prozy iberoamerykańskiej, do powieści takich autorów, jak: Mario Vargas Llosa, Jose Donoso, Julio Cortazar czy Gabriel Garcia Marquez. A teraz, niczym krople deszczu po szybie, spływają w mojej głowie myśli, że Carlos Fuentes nie zasiądzie już nigdy przy swoim biurku, że nie napisze już kolejnej powieści…
Jarosław Grabarczyk, dziennikarz









